Kilka słów od uczestników rekolekcji

Świadectwa

Anna Daczkowska-Wesołowska i Katarzyna Straburzyńska w rozmowie o rekolekcjach z o. Jamesem Manjackalem

Prorocze słowa

Braliśmy udział w Ogólnopolskim Forum Charyzmatycznym w Częstochowie. – Podczas modlitwy za małżonków, która odbywała się w sali o. Augustyna Kordeckiego, zostaliśmy poproszeni o uklęknięcie. W pewnym momencie młody ksiądz wstał z krzesła i zaczął kierować się w naszą stronę. Zatrzymał się przede mną i, wskazując na mój brzuch, zapytał, czy jestem w ciąży. Odpowiedziałam, że nie. On na to: „Oczekuj, bo wkrótce będziesz w stanie błogosławionym”, po czym odwrócił się i odszedł. W przerwie podeszliśmy do niego i zapytaliśmy, co znaczą jego słowa. Wyjaśniliśmy, że od pięciu lat leczymy się na niepłodność. Wtedy wytłumaczył nam, iż nie wie, jak to się stało, ale jest przekonany, że usłyszał głos Matki Bożej, która kazała mu nam przekazać dobrą wiadomość. Zapytał nas jeszcze, skąd jesteśmy. Powiedzieliśmy, że z Białej Podlaskiej. Na tym rozmowa się zakończyła – opowiada kobieta. Po powrocie do domu weszła na swoje konto na facebooku, a tam niespodzianka: wiadomość od poznanego na Jasnej Górze księdza, który okazał się klerykiem z Ełku. Zaczęli ze sobą rozmawiać. – Rok temu w styczniu napisał, że przyjedziemy do niego na święcenia kapłańskie z dzieckiem. I faktycznie tak się stało, bo po czterech miesiącach, tj. w maju, zaszłam w ciążę, a 18 lutego 2016 r. urodził się nasz synek Kubuś, i… 21 maja pojechaliśmy do Ełku na święcenia. Zdaje sobie sprawę z tego, że brzmi to niewiarygodnie, lecz to wszystko naprawdę się wydarzyło – zapewniają małżonkowie.
Echo katolickie

Mój największy krzyż

Mam 32 lata. Oprócz dolegliwości fizycznych (problemy z sercem i nadciśnieniem oraz alergie) miałem też problemy (zranienia) duchowe, a największym moim krzyżem, był homoseksualizm. To był mój krzyż, bardzo ciężki krzyż, który mnie męczył, nikomu nigdy nie mówiłem o tych skłonnościach, o moich uczuciach do mężczyzn, no bo nikt by mi ręki nie podał. Miałem problem z czystością – masturbacja, pornografia homoseksualna, fantazje homoseksualne. Nosiłem to wszystko w sobie, ale nie mogłem przyjąć tego, ponieważ nie wierzyłem że Jezus stworzył mnie takim, to jest niemożliwe.

Na rekolekcjach z o. Jamesem bardzo szczerze się wyspowiadałem, gdy powiedziałem wszystkie grzechy, które popełniłem, mocno się rozpłakałem, odczułem Obecność Jezusa, Jego Miłość i Miłosierdzie. Podczas modlitwy o uzdrowienie usłyszałem swoje imię: „Andrzej, you are healed” („Andrzej jesteś uzdrowiony”). Uwierzyłem, że to do mnie Jezus to powiedział! Nie miałem żadnej wątpliwości!
Podczas Błogosławieństwa Przed Najświętszym Sakramentem, gdy Kapłan tylko podniósł Jezusa do góry, rozpłakałem się dość mocno, głośno, porostu wyłem. To było moje uwolnienie przez łzy! Odczułem Dotknięcie Jezusa!
Na Rekolekcjach w maju 2014 w Warszawie otrzymałem od Jezusa Uwolnienie Duchowe i Uzdrowienie Fizyczne! Jestem Wolny! Jestem Zdrowy! Już nie mam żadnych chorób duchowych ani fizycznych! Po Jego dotknięciu zostałem zdrowy i wolny! Codziennie uczestniczę we Mszy Świętej (przed praca albo po pracy)! Codziennie przyjmuje Jezusa do swojego serca w Komunii Świętej!
Andrzej, maj 2014

Nawrócenie muzyka

Szukałem Boga w wielu różnych religiach, dużo podróżowałem, spotykałem różnych ludzi. …nic nie wskazywało, że zamienię alkohol, i marihuanę na tabernakulum i różaniec…

Świadectwo Jana Budziaszka – perkusisty zespołu Skaldowie
Historia mojego nawrócenia rozpoczęła się na przełomie marca i kwietnia 1945 r., kiedy miałem w łonie matki około miesiąca. Po aresztowaniu ojca przez UB matka moja została bez środków do życia. Znajomi, a także krewni, doradzali jej, aby usunęła dziecko, ponieważ nawet mojemu bratu Adamowi, który miał wtedy pięć lat, nie miała co dać jeść. Mama wzięła różaniec do ręki i…
Wielka była radość na ulicy Bonarka 5 w Krakowie, kiedy 21 listopada 1945 roku, w Święto Ofiarowanie Najświętszej Maryi Panny, 5,5 kilogramowe stworzenie ujrzało świat.
W 1947 zapisano mnie do Milicji Niepokalanej (miałem wówczas półtora roku i nikt nie pytał mnie o zgodę). Na mojej legitymacji członkowskiej, w miejscu „Podpis ks. moderatora”, widnieje własnoręczny podpis o. Maksymiliana Kolbe. Widocznie podpisał kilka in blanco. Wielu spraw nie rozumiem. Dlaczego właśnie ja?
Jestem muzykiem-samoukiem. Z wykształcenia natomiast jestem chemikiem. Gram od bardzo dawna, lecz swój pierwszy krok uważam za spotkanie z Tomkiem. Było to w 1966 roku. Lubiłem jazz, prawie codziennie chodziłem do jazz-klubu przy ulicy św.Marka 15 i słuchałem Tomasza Stańki. Kiedyś Tomek przebudowywał swoją orkiestrę i potrzebował jakiegoś „sparringpartnera”, który by mu pomagał w pracy. Byłem w pobliżu, spróbowałem więc swoich sił i tak zostałem perkusistą.
Grałem przez pół roku ze Stańką. Później, w jakiś dziwny sposób, zgłosił się do mnie Andrzej Zieliński i powiedział, że szuka bębnisty. Bardzo się z tego ucieszyłem. Po paru miesiącach edukacji dostałem się do Skaldów. Wtedy, w 1966 roku, Skaldowie byli bardzo popularni, tzw. szpica polska. Tam odbywałem długą, kilkunastoletnią naukę u Andrzeja, który bardzo dużo mi dał jako nauczyciel i przywódca grupy. Marzyłem jednak cały czas, aby jeszcze grać jazz.
W latach 1979-1987 miałem przerwę we współpracy ze Skaldami. Grałem wtedy m. in. w zespołach takich jak: Playing Family, której byłem także współorganizatorem, Extra Bali Jarka Śmietany, Kwartet Janusza Muniaka, Grupa pod Budą oraz z Marylą Rodowicz. Oprócz tego jestem „wolnym strzelcem?” tzn. grywam w praktyce ze wszystkimi.
Szukałem Boga w wielu różnych religiach, dużo podróżowałem, spotykałem różnych ludzi. Interesowała mnie zwłaszcza filozofia Wschodu. Może dlatego, że widziałem na Wschodzie wielki entuzjazm religijny. W Indiach nie znam innej muzyki poza muzyką sakralną i obrzędową. Prawie wszystko, co grają Hindusi, jest modlitwą.
Nie wiem, jak to się stało, ale w sierpniu 1984 r. zgłosiłem w mojej parafii NMP z Lourdes w Krakowie, że mogę przenocować u siebie w mieszkaniu kilku pielgrzymów wyruszających z pielgrzymką krakowską do Częstochowy. Cztery dni przed planowanym wyjściem zatelefonowano do mnie z pytaniem, czy nie zgodziłbym się przyjąć wcześniej siedemnastu pielgrzymów z RFN. Co miałem zrobić? Oczywiście, że przyjąłem. Byłem w domu sam. Żona z dziećmi wyjechała na wakacje. Przygotowywałem się do wyjazdu na Międzynarodowy Festiwal Piosenki w Sopocie, gdzie miałem akompaniować Maryli Rodowicz. Tymczasem pielgrzymi urządzali w moim domu minifestiwal piosenki religijnej. Od rana ćwiczyli polskie pieśni, tak że między innymi kilka razy dziennie musiałem wysłuchiwać „Schwarze Madonna”. Właśnie ta pieśń zaprowadziła mnie prosto z pielgrzymki wylądowałem w Operze Leśnej w Sopocie na próbach festiwalowych. I oto pojawiło się przerażenie. Co ja tu robię?
Na pielgrzymce śpiewaliśmy nieczysto, nierówno, „niezawodowo”, ale było tam „coś”, co jest najważniejsze w sztuce – miłość do sprawy, którą się chce przekazać. Na festiwalu zaś było wszystko „zawodowo”. W większości przypadków piosenkarzom zależało na tym, aby się podobać i zdobyć nagrodę. Natomiast treść schodziła jakby na drugi plan. Jeszcze, jakby na potwierdzenie mojego odkrycia, jedna z piosenkarek (z ościennego kraju) śpiewała swoją piosenkę, stojąc na głowie. Było to zresztą jedyny taki przypadek w historii festiwalu sopockiego. Podszedłem do niej w czasie jej próby, ustawiłem się w podobnej pozycji i patrzyłem w jej zmęczone oczy. Reżyser festiwalu krzyknął: -Panie Budziaszek, proszę nie przeszkadzać artystce! Chciałem się tylko dowiedzieć, o co jej chodzi, odpowiedziałem. Ona zaś starała się mnie przekonać, że chodzi jej o lepszy wyraz artystyczny. Chciałem stamtąd uciekać, ale byłem związany kontraktem. Zagrałem więc z Marylą, zresztą z wielkim sukcesem, kilka jej przebojów takich, jak: „Małgośka”, „Wsiąść do pociągu” czy „Niech żyje bal”.
Po tej pierwszej pielgrzymce jeszcze nic nie wskazywało, że zamienię źródło moich natchnień i alkohol, i marihuanę na tabernakulum i różaniec. Następnego lata (1985 r.) byłem już normalnym pielgrzymem, idącym z plecakiem na Jasną Górę. Teraz Maryja włożyła mi do ręki różaniec. A stało się to w ten sposób: Ostatni etap pielgrzymki to droga od murów do kaplicy Matki Bożej. Etap ten trwa nieraz dwie godziny i dłużej. Szedłem na końcu pierwszej grupy. Druga grupa, polsko-włoska, odmawiała różaniec. Na przemian po włosku i po polsku. Po powrocie do Krakowa spędziłem piętnaście dni z kolejnymi tajemnicami różańca. Od rana do wieczora zbierałem wszystkie przemyślenia i modlitwy związane z tajemnicą dnia. Od tej pory Różaniec jest dla mnie tą drogą, którą jedni nazywają drogą do Jezusa, a ja drogą do wolności. Jeszcze się nie zdarzyło, żeby ten, kto odmawia codziennie pięć dziesiątków różańca, p roku nie wszedł na drogę do wolności.

Józef Orchowski, „TRYPTYK RÓŻAŃCOWY”, Michalineum 2001.

"Mirka, jesteś uzdrowiona"

Zapisałam się na rekolekcje z o. Jamesem Manjackalem nie do końca przekonana o sensie uczestnictwa w nich. Jednak namowa koleżanki nie pozwoliła zrezygnować z obecności tym na spotkaniu. W czasie modlitwy o uzdrowienie pierwszego dnia ku mojemu zdziwieniu, padły słowa „Mirka jest uzdrowiona z tarczycy”.

Drugiego dnia Duch Święty wzbudził moją nadzieję mówiąc słowami Ojca Jamesa „Mirosławo jesteś uzdrawiana”. Następnego dnia, kiedy w czasie modlitwy zgodnie z zaleceniem charyzmatyka, położyłam rękę na bolącym mnie od wielu już lat kręgosłupie, ponownie usłyszałam „Mirka jesteś uzdrowiona”. Słowa te podobnie jak poprzednio wywołały niedowierzanie. Przecież wśród ponad sześciotysięcznego tłumu uczestników z pewnością nie byłam jedyną Mirką. Jakież było moje zdziwienie, gdy po wstaniu z kolan, nie odczuwałam bólu pleców. Wubiegłym roku zdiagnozowano u mnie chorobę serca (wieńcówka). Byłam wycieńczona i w ciągu trzech miesięcy miałam wykonane trzy koronarografie. Wprawdzie nie mam jeszcze potwierdzenia lekarskiego, ale czuję się coraz mocniejsza.
Wierzę, że Jezus uzdrowił również moje serce. Teraz wiem, że Duch Święty działa i Pan Jezus tak jak ponad 2000 lat temu, uzdrawia. Opowiadam o tym zdarzeniu całej mojej rodzinie, sąsiadom, koleżankom i współpracownikom.
Mirosława Bogucka-Pucek

Świadectwo Iwony i Sebastiana - I zdarzył się cud…

Przez te wszystkie lata starań ani razu nie pomyśleliśmy o adopcji czy in vitro, mimo że rodzina kilkakrotnie proponowała, że zasponsoruje nam całą procedurę. – Miałam w sercu pewność, że Bóg da nam w końcu to upragnione dziecko. Często mówiłam do Niego: „Panie Boże, trzymam się Twojego płaszcza i Cię nie puszczę, będę prosić i wiem, że dasz mi to dzieciątko w czasie, który Ty uznasz za najlepszy”. I chcę to bardzo mocno podkreślić: gdyby nie Bóg i droga, jaką podjęliśmy, polegająca na wewnętrznym uzdrowieniu i uwalnianiu nas i naszych rodzin, Jakuba by nie było. To samo usłyszeliśmy od dr. Wasilewskiego, który jasno powiedział, że nasz Kubuś to cud.

Owszem medycyna jest ważna, ale jeszcze ważniejsza jest droga duchowego uzdrowienia – zaznacza młoda mama, dodając, iż powtarza to wszystkim, którzy, widząc, że po wielu latach doczekali się dziecka, często zwracają się do Iwony i Sebastiana po radę. – Namawiamy ich, by zaczęli od porządkowania swojego życia, by zaufali Bogu. Polecamy też rekolekcje z o. Manjackalem, gdzie każdy może zrobić głęboki rachunek sumienia. Jedna z par mocno się zapierała, tymczasem po powrocie dziękuje Bogu za ten czas, podczas którego uświadomili sobie m.in., jak ważne jest nieustanne badanie własnego sumienia, że niebezpieczne staje się lekceważenie grzechów powszednich – mówią małżonkowie. – Ważnym momentem było dla nas także uświadomienie sobie, że musimy naprawić rodzinne relacje, wybaczyć. Tak się stało. Patrząc z dzisiejszej perspektywy, jesteśmy przekonani, iż nasz problem, czyli niepłodność, był środkiem do uzdrowienia naszych rodzin – twierdzi Sebastian.
Echo katolickie

Współracujemy

Preferencje plików cookies

Inne

Inne pliki cookie to te, które są analizowane i nie zostały jeszcze przypisane do żadnej z kategorii.

Niezbędne

Niezbędne
Niezbędne pliki cookie są absolutnie niezbędne do prawidłowego funkcjonowania strony. Te pliki cookie zapewniają działanie podstawowych funkcji i zabezpieczeń witryny. Anonimowo.

Reklamowe

Reklamowe pliki cookie są stosowane, by wyświetlać użytkownikom odpowiednie reklamy i kampanie marketingowe. Te pliki śledzą użytkowników na stronach i zbierają informacje w celu dostarczania dostosowanych reklam.

Analityczne

Analityczne pliki cookie są stosowane, by zrozumieć, w jaki sposób odwiedzający wchodzą w interakcję ze stroną internetową. Te pliki pomagają zbierać informacje o wskaźnikach dot. liczby odwiedzających, współczynniku odrzuceń, źródle ruchu itp.

Funkcjonalne

Funkcjonalne pliki cookie wspierają niektóre funkcje tj. udostępnianie zawartości strony w mediach społecznościowych, zbieranie informacji zwrotnych i inne funkcjonalności podmiotów trzecich.

Wydajnościowe

Wydajnościowe pliki cookie pomagają zrozumieć i analizować kluczowe wskaźniki wydajności strony, co pomaga zapewnić lepsze wrażenia dla użytkowników.